W ramach projektu „Stawiam na PRL”, obejmującego swoją tematyką młodość i dorastanie w latach 80. XX wieku, postanowiliśmy skupić się w ostatnich podcastach i wpisach na zagadnieniach dotyczących edukacji. Tym razem Martyna Sara Górska rozmawiała z JM Rektorem Uniwersytetu Wrocławskiego, prof. Przemysławem Wiszewskim. Rektor lata 80. wspominał z perspektywy ucznia szkoły podstawowej, z kolei przełom ustrojowy i początki lat 90. obserwował jako uczeń liceum. Wiele dowiedzieliśmy się również o tym, jak wyglądało życie studenckie pod koniec XX wieku. Opowieść ta jest nam szczególnie bliska, gdyż rektor – jak i my – studiował historię. Od 2016 roku był dziekanem Wydziału Nauk Historycznych i Pedagogicznych, a w ubiegłym roku został wybrany rektorem Uniwersytetu Wrocławskiego.

Trudno o osobę mocniej związaną z nauką niż sam rektor! W odniesienie do projektu, który tworzony jest przez studentów historii i oczywiście historii dotyczy, rektor-historyk to jeszcze bardziej pożądany rozmówca.

Specyficzna edukacja podstawowa

Rozmowę z Panem Rektorem zaczęliśmy od wspomnień dotyczących szkoły podstawowej. Interesowały nas problemy, które dostrzec można spoglądając na ówczesną edukację:

„Moje lata edukacji w szkole podstawowej przypadały na okres PRL-u. Szczególnym problemem w tym czasie było przedstawianie przez nauczycieli zagadnień związanych z dziejami ZSRR, w tym dotyczącego II Wojny Światowej. Należało przecież wspomnieć co wydarzyło się 17 września, uzasadnić dlaczego ZSRR nie walczył z Niemcami hitlerowskimi – a wręcz przeciwnie, wziął udział w podziale Polski, wreszcie – dlaczego w 41’ roku zaczął przegrywać. To było karkołomne, bo nauczyciele z jednej strony nie chcieli wprost mówić czegoś, do czego przekonania nie mieli. Z drugiej mało kto decydował się na przedstawianie – z dzisiejszej perspektywy – faktów historycznych. Ta edukacja była bardzo specyficzna, trochę zawieszona, ponieważ brakowało logiki potrzebnej, aby zrozumieć przebieg wydarzeń.”

Zapytaliśmy również o wycieczki szkolne, w tym wyjazdy zagraniczne. Okazało się, że z wyprawą taką Rektor wiąże ciekawe wspomnienie:

„Ze szkoły podstawowej, w schyłkowym okresie PRL-u, pamiętam wycieczkę do NRD. Wyjechaliśmy do jednego z ośrodków w południowym NRD. Zwiedzaliśmy kombinat rolniczy, zakłady przemysłowe i oglądaliśmy wspaniałe nowe szkoły. Z tego wszystkiego – poza tym, że spaliśmy gdzieś na podłodze – pamiętam wizytę w Berlinie Wschodnim. Zwiedzanie trwało może 5 minut, a potem wszyscy poszliśmy do jednego centrum handlowego. Tam mieliśmy zrobić zakupy i to był gwóźdź programu. Pamiętam wypowiedź naszej wychowawczyni, która nam wtedy powiedziała: „Słuchajcie, jak już kupujecie ten papier toaletowy, to nie w wielkich naręczach i żebyście się tym nie przewiązywali, bo to głupio wygląda. Kupcie – i do siatki”. – opisuje Rektor.

Uniesienie powodowane przełomem

Kontynuując temat edukacji zapytaliśmy także o kształcenie w szkole średniej. Sądzimy, że to szczególnie interesujące, gdyż prof. Wiszewski transformację ustrojową obserwował jako licealista właśnie:

„Kiedy przyszedł rok 1989 edukacja się zmieniła. Nowe podręczniki, książki i lektury. Chyba najwyraźniej było widać to na lekcjach języka polskiego, gdzie otrzymaliśmy książkę pt. „Literatura współczesna „źle obecna” w szkole”. Był to podręcznik uzupełniający do tego właściwego z literatury najnowszej. Uniesienie związane z tą zmianą było duże.

W małym mieście, w którym dorastałem – Szprotawie – była wyraźnie odczuwalna przemiana gospodarcza związana z transformacją ustrojową. Z trzech zakładów przemysłowych dwa szybko przestały działać. W tym, który przetrwał, zmniejszano zatrudnienie, faktyczne bezrobocie było dla mieszkańców zaskoczeniem. Ta sytuacja dotykała wszystkich, również i nauczycieli. W tych okolicznościach zaczęto się zastanawiać, ile warta jest transformacja, czy ma ona sens? Zapytała o to nauczycielka języka polskiego podczas lekcji. Takie pytania były ważne, nie dotyczyły bowiem tylko lektur, ale bezpośrednio życia wokół nas. Patrząc z perspektywy czasu, myślę, że wtedy była większa swoboda zadawania tego typu pytań. Czuło się tę zmianę i wolność, odejście od tego, co było wcześniej. Zmniejszyła się na przykład tak mocna dotychczas kontrola, którą sprawowała dyrekcja szkół.” – o czasach licealnych i pierwszych zmianach obserwowanych po roku 1989 mówi Rektor.

„Jednak życie codzienne było naznaczone niepewnością. Z niepewnością i szkolnym marazmem walczyliśmy, z dużym naciskiem na samoorganizowanie się. Wspólnie z kolegami szukaliśmy własnych ścieżek, każdy z nas chciał wykreować siebie samego. Bariery po 89’ były dużo słabsze, ale pomocy zewnętrznej, impulsów płynących bezpośrednio ze świata dorosłych nie mieliśmy wielu. To jest raczej to, co sami odebraliśmy, jeżdżąc na koncerty, spotykając się z osobami z różnych środowisk i miast, kultywując wędrówki górskie. To nas ukształtowało, niekoniecznie świat instytucjonalny – mimo tego, że był on już bardziej liberalny niż w okresie PRL-u. W jego ramach najbardziej rozwijający był teatr, który stworzyliśmy sami z kolegami. Przy dużej rezerwie, ale braku sprzeciwu nauczycieli co do formy”.

Mitologizowanie obrazu lat 80.

„W małych miejscowościach ruch oporu demokratycznego był dużo słabszy. Wyrażał się on oczywiście w niechęci do wielu poczynań władz, w takim naturalnym młodzieżowym odruchu sprzeciwu wobec każdej władzy. Szybciej uciekano w klasyczne subkultury młodzieżowe tamtych czasów, niż ruch polityczny.” – dodaje nasz rozmówca.

Życie studenckie

Pan Rektor wiele uwagi poświęcił opowieści dotyczącej czasów studenckich. Nawiązywał do wyboru kierunku kształcenia, do czasu spędzonego w bibliotekach i archiwach i opisu początków zmagań naukowych. Na potrzeby projektu skupimy się jednak na życiu studenckim w czasach po transformacji ustrojowej, uznając ten fragment opowieści za najbardziej zbieżny z tematyką, która nas interesuje.

„Uwielbiałem z kolegami wspólnie gotować. W czasie studiów nauczyłem się gotować potrawy kuchni indyjskiej. To właśnie spotkania towarzyskie przy tych okazjach były najciekawsze i pełne pozytywnej energii. Ponieważ mieszkaliśmy w akademiach lub na stancjach, to zestaw narzędzi kuchennych był niewielki. Każdy z nas przynosił więc to, co miał. Pamiętam jak jeździłem przez Wrocław w tramwaju, z takim modnym zielonym chlebakiem, wypchanym prostymi składnikami i do tego z wielkim garnkiem o pojemności 20l. To była ta część życia studenckiego, która nie wiem, czy wydarza się dziś w takiej formie. Chodziliśmy na koncerty oczywiście. Odbywały się one w takich ad hoc organizowanych przestrzeniach, także w klubach studenckich.” – opisuje Pan Rektor. Chcielibyśmy – pewnie nie jako jedyni – zobaczyć tę podróż z chlebakiem i wielkim garnkiem na własne oczy!

„Z tego, jak wyglądało życie studenckie, to przychodzą mi do głowy dwa obrazki. Jedna z naszych koleżanek miała zwyczaj angażowania nas w wyjścia na Wyspę Słodową, co rozpoczynała słowami „No to zostawiamy kartkę prowadzącemu i idziemy na Wyspę!”. W ten sposób kwitło życie studenckie. Drugi obrazek, to kolega zapraszający sympatię na wspólne wyjście słowami „no to spotkamy się w bibliotece!”.

Te dwa, zupełnie różne obrazy, do tej pory budzą moją czułość i radość. Jeśli chodzi o studia, to odbywały się w tradycyjny sposób. Przede wszystkim literatura i dyskusje na zajęciach, to chyba w tak wielkim stopniu się nie zmieniło. Zmienił się na pewno Wrocław!” – dodał nasz rozmówca na zakończenie.

My życzymy studentom jak najszybszego powrotu w uczelniane mury i kontynuacji stacjonarnego życia towarzyskiego, dziękując w tym miejscu Panu Rektorowi za tę ciekawą i pełną barwnych wspomnień rozmowę!

– Martyna Sara Górska, Damian Gleń