Przygotowując się do tworzenia tego wpisu, zastanawiałem się, co takiego mógłbym w nim zawrzeć. Pierwszą myślą było podzielenie się moimi doświadczeniami w kwestii muzyki z lat 70. i 80., którą uwielbiam ponad wszystko. Po rozważeniu wszystkich za i przeciw doszedłem jednak do wniosku, że nie byłoby to wystarczające. Większość z nas zna klasykę tamtych czasów, pewnie wielu ma swoje ulubione utwory. Pytanie, które sobie zadałem brzmiało: “Jak klasyki mają się do tego, czego słuchano w tym okresie? I w jaki sposób słuchano tej muzyki?”. Nie było wówczas Internetu, a telewizja i radio przekazywały ograniczone treści. W celu odkrycia prawdy postanowiłem spytać osoby, które te czasy pamiętają i które były dla mnie autorytetem przy ocenie muzyki – swoich rodziców. Tego właśnie dotyczyć będzie ten wpis – konfrontacji własnych wyobrażeń na temat ówczesnej muzyki z faktycznymi doświadczeniami świadków historii.

Dostęp do muzyki? A co to?

Wielu z urodzonych w późniejszych czasach ludzi (w tym ja), może mieć niemały problem z wyobrażeniem sobie, jak muzyka funkcjonowała w życiu ludzkim w latach 80. Dziś wystarczy włączyć takie platformy jak Spotify czy Youtube i wybrać tam dowolną piosenkę, jaką sobie tylko wymarzymy. Wówczas nie było tak łatwo. Głównym źródłem muzyki były 3 elementy – radio, płyty winylowe i nagrane płyty. To pierwsze było najważniejszym medium. Z tego co udało mi się dowiedzieć, w tamtym czasie było niewiele stacji, a taką najbardziej popularną, gdzie można było posłuchać dobrej muzyki, była “Trójka”. Jest to stacja funkcjonująca do dziś, zaś swoją pierwszą emisję miała 1 kwietnia 1962 roku. Choć przez większość okresu swojego działania, była ona bardzo aktywna, ja skupię się jedynie na latach 80., bo te wywarły na moich rodzicach swój wpływ. Wówczas powstały takie wspaniałe audycje jak: “Lista przebojów Programu Trzeciego” z 1982 r. prowadzona przez Marka Niedźwiedzkiego; “Radio Mann” z 1988 r. prowadzone m.in. przez Wojciecha Manna oraz “Romantycy Muzyki Rockowej” z 1985 r. prowadzone przez Tomasza Beksińskiego. Ta ostatnia audycja była szczególnie ważna dla moich rodziców. Ów radiowiec rozpowszechniał w niej muzykę z tak zwanego gatunku “new romantic”. Znalazły się tam więc takie zespoły jak: “Joy Division”; “Depeche Mode”; “Cocteau Twins” oraz “Dead Can Dance”.

Poradnik młodego słuchacza, czyli jak słuchać muzyki

Kolejną kwestią, jaką należy omówić, jest odsłuchiwanie ponowne. Pytając rodziców o magnetowidy nie uzyskałem oczekiwanej odpowiedzi, bo takich oni nie posiadali. Część ludzi mogła słyszeć może o czymś, co dziś z tego co mi wiadomo jest nieco mniej popularne, czyli pocztówki dźwiękowe. Był to naprawdę ciekawy wynalazek. Pod tą nazwą kryje się swego rodzaju płyta gramofonowa produkowana od lat 60. w Polsce. Na takich pocztówkach można było posłuchać piosenki the Beatles oraz innych utworów, jakie tylko udało się na nie nagrać.

W latach 70. Pojawił się jednak nowy wynalazek – magnetofony szpulowe, które pozwalały na nagrywanie audycji radiowych. W trakcie wielu audycji, radiowcy specjalnie przed puszczeniem płyt, dawali słuchaczom czas na ustawienie tego urządzenia na nagrywanie. Ten sposób miał wiele problemów, ale była to jedna z niewielu możliwości uzyskania muzyki na własny użytek. Można też było oczywiście słuchać muzyki z płyt winylowych. Z nimi był jednak duży problem. Po pierwsze nie każdy mógł sobie pozwolić na odtwarzacza, a po drugie nie każdy miał możliwość uzyskania płyt, jeśli oczywiście chciał posłuchać czegoś innego niż rodzima muzyka, na którą zezwalało państwo.

Czego słuchano?

Jeśli chodzi o muzykę jakiej słuchano, to należy ją podzielić na dwa typy. Były utwory polskie, dostępne zarówno w radiu, częściowo na płytach, a także o dziwo w telewizji. Tam można było usłyszeć muzykę z festiwali takich jak np. festiwal w Opolu. To tam można było usłyszeć takich artystów jak Czesław Niemen, Ewa Demarczyk, Marek Grechuta, Maanam czy Wojciech Młynarski, znani dziś każdemu, kto interesuje się muzyką z tego okresu. Był też festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu, gdzie usłyszeć można było Skaldów oraz Krzysztofa Krawczyka.

Poza tym usłyszeć można było od czasu do czasu w radio takie zespoły jak “Lady Pank”; “Perfekt”; Lecha Janerkę i jego “Klaus Mitffoch” oraz “Kult” Kazika Staszewskiego. Dla słuchaczy punka funkcjonował (obecny jeszcze do dziś) festiwal w Jarocinie. Większość kontrowersyjnych zespołów nie miała jednak szansy dotrzeć do masowej publiki.

Jak miała się jednak muzyka zagraniczna?

Wiadomo, że dostęp do niej był mocno ograniczony. Z opowiadań rodziców dowiedziałem się, że z popularnych zespołów udało im się usłyszeć i polubić takie zespoły jak “The Beatles”; “Pink Floyd”; wspomniane już “Dead Can Dance”; “Joy Division” oraz “Cocteau Twins”. Te oraz wiele innych zespołów ówcześnie żyjący ludzie zawdzięczają wyżej wspomnianej “Trójce”, która udostępniała je ludziom i pomagała nagrać. Jednak poza nimi zagraniczna muzyka miała problemy z przedostaniem się przez żelazną kurtynę.

Fot. Aleksander Gwiazdowski

Jak należy traktować to wszystko?

Podróż przez historię muzyki oraz konfrontowanie tego z doświadczeniami świadków historii może być bardzo ciekawym doświadczeniem. Jednym z największych plusów tego może być oczywiście poznanie nowych zespołów, jakich wcześniej nie znano. Drugim jest nabranie pewnego realizmu co do tamtych czasów, który nie zawsze ujawnia się w literaturze i źródłach historycznych. Ostatnią kwestią mogą być też przemyślenia na temat tego, co mamy obecnie.

Każdemu czytelnikowi polecam po przeczytaniu artykułu (jeśli ma taką możliwość) zasiąść do odtwarzacza winylowego, wzmacniacza lub innego urządzenia i zacząć rozkoszować się jakością dźwięku jaką mamy obecnie oraz szeroką dostępnością, jaką zapewnia nam dzisiejsza technika. Wszystkim życzę miłego dnia i przypominam, że Piosenka jest dobra na wszystko.

-Aleksander Gwiazdowski